wtorek, 11 marca 2014

1 | Uważaj na niego |

Strach. Panika. Histeria. Przerażenie. Niepokój. Obawa. Groza. Płacz. Krzyk. Ból. Cierpienie. Tylko tyle. Nic więcej. Zawsze gdy ciemno. Zawsze ze mną. Tulą mnie do snu. Nie chcą mnie zostawić, nie pozwalają mi być samej. Sprawiają, że boję się zasnąć każdej nocy.
Obudziłam się zaczerpując gwałtownie powietrza. Szybko rozejrzałam się po ciemnym pomieszczeniu upewniając się, że te złe rzeczy odeszły. Mogłam odetchnąć z ulgą. Oparłam głowę o poduszkę i przymknęłam oczy. Oddychałam jak po przebiegnięciu maratonu.
Przetrwałam kolejną noc. Mam spokój aż do następnego snu. Po chwili włączyłam lampę stojącą obok kanapy, na której śpię i wyciągnęłam zeszyt z półki. Wzięłam długopis i zaczęłam pisać. Pisałam, aż do momentu, w którym moje natchnienie całkowicie nie uleciało. Tym sposobem stworzyłam kolejne piosenki.
-Szkoda, że nikt ich nigdy nie usłyszy – powiedziałam sama do siebie z nutą smutku.
Nawet nie zorientowałam się, kiedy na dworze zrobiło się jasno.
-Ade rusz tyłek – usłyszałam z sąsiedniego pokoju Violet.
Violet moja kochana, starsza siostra. To ona sprowadziła mnie do Londynu. Chyba nigdy jej się za to nie odwdzięczę.
Wstałam i narzuciłam na siebie sweter. Rano było mi stanowczo za zimno. Lubiłam chłodne temperatury, ale nie aż tak.
-Mogłybyśmy coś zrobić z ogrzewaniem – teatralnie okryłam się bardziej.
-Wiem, ale nie mam serca wspomnieć o tym Bradowi. I tak poszedł nam na rękę z czynszem.
-To nie znaczy, że musimy zamarznąć.
-Inni mają podobnie, Ade – założyła ręce na piersi.
-Wątpię, że aż tak.
-Zawsze możesz sama z nim pogadać.
Tu mnie miała. Zawsze byłam mocna, jeżeli chodzi o doradzenie innym, sama niekoniecznie potrafiłabym się zachować. No chyba, że byłam zdenerwowana. Wtedy dostawałam zastrzyku odwagi.
-Przemyślę to – powiedziałam niewyraźnie i podążyłam do ekspresu z kawą.
-Znowu kawa? – zmrużyła oczy. – Wiesz, że to nie zdrowe.
-Nie wyspałam się, a nie chcę paść z samego rana.
Uśmiechnęłam się do niej, jednak ona tego nie odwzajemniła. Przyglądała mi się z troską w oczach. Znowu miała jeden z tych matczynych momentów.
-Ostatnio ciągle się nie wysypiasz. Może powinnaś iść do lekarza?
-I z czego mu zapłacę?
-Coś by się zorganizowało.
-Zaciągnęłabyś tylko nie potrzebny dług – upiłam trochę kawy.
Gorzki napój trochę mnie otrzeźwił. Czułam jak mój umysł budzi się do pracy.
-Mówię poważnie. Może to objaw choroby – zaniepokoiła się.
-Nie martw się, wszystko będzie dobrze – pocałowałam ją w policzek.
Zostawiłam ją i poszłam się przebrać do swojego pokoju. Cóż, nie do końca był to pokój. To było bardzo małe pomieszczenie, kiedyś służące jako schowek. W suficie była dziura, o którą opierała się drabina. Przejście na strych. Gdy Brad dowiedział się, że maluję bez problemu mi go oddał.
-I tak niczego tam nie trzymam, a ludzi nie mogę tam ulokować – powiedział, gdy się wprowadzałam.
Od tego momentu trzymam tam większość swoich prac. Kilka z nich wczoraj zniosłam na dół, a teraz leżą w ogromnej czarnej teczce.
Mam nadzieję, że tym razem się uda – pomyślałam.
Szybko się przebrałam i wyszłam z domu. Schodząc po schodach słyszałam kłótnie naszych sąsiadów Rossa i Christiny.
Ciekawe, kto tym razem dopuścił się rzekomej zdrady?
Nigdy nie chciałabym być w takim związku, to ograniczające. Być na czyjąś wyłączność jak ptak w klatce. Człowiek może się w czymś takim tylko dusić, a nie być szczęśliwym.

*

Jechałam metrem na rozmowę o pracę. Nie ukrywam, bardzo się denerwowałam. Długo się nie zastanawiając wykręciłam numer do Elisabeth.
-Tak? – odebrała po pierwszym sygnale.
Uśmiechnęłam się w duchu. Nawet tak wcześnie odbiera moje telefony.
-Ade jeżeli dzwonisz tylko po to, by mnie usłyszeć to już jesteś martwa – warknęła.
-Jeszcze spałaś?
-Może mój głos na, to nie wskazuje, ale tak. Spałam…Cholera! Jedziesz właśnie na rozmowę, tak?
Pewnie spojrzała na zegarek. Wyobrażałam sobie jak bardzo komiczną minę musiała mieć w tej chwili.
-Tak, Lis. Wyobraź sobie, że inaczej bym nie dzwoniła – droczyłam się z nią.
-Denerwujesz się?
-I to jak – przyznałam.
-Na pewno dostaniesz tą pracę. Twoje prace są świetne!
-Szkoda, że nikt inny tak nie uważa.
-Oprócz mnie jest jeszcze Brad, Violet i Hailey. Poza tym jestem pewna, że gdybyś tylko zechciała pokazać te rysunki komuś więcej, już dawno wystawiliby je w jakiejś galerii.
-Zwłaszcza, że odrzucili mnie już w czterech poprzednich miejscach – posmutniałam.
-Ludzie mają różny gust i zanim cokolwiek powiesz, nie. To nie jest tak, że my nie mamy gustu.
-Jak zawsze wiesz jak pocieszyć.
-Polecam się na przyszłość. Teraz mogę iść spać? – ziewnęła.
-Jasne. Miłego spania.
-Dzięki. Trzymaj się, Ade. Zobaczysz, ten dzień będzie świetny!
Rozłączyłam się i w napięciu rozmyślałam nad tym, co dzisiaj się zdarzy. Ta praca mogłaby wszystko zmienić. Nie musiałabym żerować na Violet, mogłabym jej pomóc.
Kiedy kobiecy głos oznajmił, że jesteśmy w dzielnicy Shoreditch wysiadłam.
Gdy tylko wyszłam ze stacji metra i znalazłam się na otwartym powietrzu poczułam się niesamowicie. Wszędzie była sztuka. Miało się wrażenie, że przedostała się nawet do powietrza wypełniając człowieka od początku do końca inspiracją. Spojrzałam na adres zapisany na kartce i zadecydowałam, że najszybciej będzie jeśli pójdę przez wąską uliczkę pełną handlarzy. Było tu bardzo kolorowo i nie mogłam się powstrzymać przed przystaniem przy prawie każdym stoisku. W pewnym momencie minęłam kobietę, która wyglądała jak typowa wróżka.
-Chodź tu młoda dziewczyno, poznaj swą przyszłość.
-Dziękuję, ale nie wierzę w takie rzeczy – uśmiechnęłam się.
-Całkowicie za darmo – zapewniła mnie kobieta.
-Ostatecznie – powiedziałam po dłuższej chwili.
Podałam jej dłoń, a ona przez dłuższą chwilę wpatrywała się w nią wręcz z śmiesznym uporem. W końcu powiedziała:
-Twoje życie ulegnie dzisiaj całkowitej zmianie.
-Naprawdę? – zaciekawiłam się.
Niby nie wierzę w takie rzeczy, jednak siła sugestii jest bardzo mocna.
-Jestem pewna – pokiwała głową.
-Dziękuję – ścisnęłam jej dłoń i ruszyłam dalej.
Kobieta sprawiała wrażenie jakby chciała coś jeszcze powiedzieć, ale pomachała mi tylko ręką na pożegnanie i tyle ją widziałam.

*

Z nerwów miałam ochotę obgryzać paznokcie, jednak stałam opanowana. Modliłam się w duchu, żeby moje prace im się spodobały. W końcu mężczyzna, który mnie rekrutował podniósł głowę znad moich prac.
-Pani prace są bardzo ciekawe, muszę przyznać.
To chyba dobry znak.
-Jednak to nie to czego szukamy, a przynajmniej nie na tą chwilę.
I wszystko się zawaliło. Kolejna porażka, może bycie artystką nie jest mi pisane.
-Jednak zostawimy pani dane kontaktowe na wszelki wypadek.
Szybko zebrałam swoje prace i wyszłam. Do oczu cisnęły mi się łzy. Jestem strasznym nieudacznikiem.
Postanowiłam zadzwonić do cioci Eve. Zawsze wiedziała jak do mnie dotrzeć, może uda jej się jakoś poprawić mój okropny nastrój.
-Adrienne kochanie! Jak rozmowa? – jej pogodny głos przywoływał na myśl domowe ciepło, którego doznałam mieszkając z nią w Cashel.
-Dziecko, ty płaczesz? – jej ton od razu uległ zmianie.
-Ciociu…znowu zawaliłam.
-Nie przejmuj się. Jak nie ci, to następni.
-To już była piąta rozmowa. Nikt nie chce mnie zatrudnić.
-Nie możesz się poddawać. Pamiętaj, kobiety z naszej rodziny są silne. Zanim znalazłam pracę odrzucili mnie dwadzieścia razy, pamiętasz? Ale w końcu mi się udało. Tobie też się uda.
-Oby. Wiesz ciociu zadzwonię, gdy wrócę do domu. Muszę zdążyć na pociąg.
Tak naprawdę nie chciałam żeby się martwiła. Nie potrzebnie do niej dzwoniłam. Zawsze coś robię, a dopiero później myślę, że to było głupie.
Wracałam tą samą drogą, którą przyszłam i znowu spotkałam tamtą kobietę.
-Witaj ponownie, dziecko – uśmiechnęła się.
-Nie miała pani racji. Nic się nie zmieniło, nadal jest tak jak było.
-Dzień się dopiero zaczął. Skąd możesz wiedzieć, co na ciebie czeka za rogiem?
-Metro – powiedziałam cierpko.
-Może tam wszystko się zmieni, a może nie. Kto to wie, życie jest pełne niespodzianek. Wszystko się zmieni nagle, nie będziesz na to przygotowana.
Zignorowałam kobietę i bez zatrzymywania ruszyłam do metra.

*

Opowiedziałam o wszystkim Violet, gdy tylko wróciła ze swojej zmiany w kawiarni do domu. Od razu mnie przytuliła mówiąc, że wszystko będzie dobrze. Jednak wiedziałam, że dla niej jest to tak samo bolesne jak dla mnie. Brak pracy oznacza brak pieniędzy, a to jest nam potrzebne jeśli chcemy ułożyć sobie jakoś życie.
-Wiesz, co? Zabieram cię do baru! Obie musimy się zrelaksować i zapomnieć o problemach – przekonywała mnie.
Zgodziłam się od razu. Minęło sporo czasu, od kiedy ostatnio byłam się gdzieś zabawić, a lubiłam zabawę.
Wieczorem siedzieliśmy w pobliskim barze wraz z Christiną, Elisabeth i Hailey.
-Idą drinki! – zawołała Lis niosąc sporą ilość alkoholu.
-Chcecie mnie upić? – zaczęłam się śmiać.
-Potrzebujesz rozweselacza – rzuciła ze śmiechem Christina.
-Otóż to Chrissy! – przytaknęła Hailey.
Piłyśmy, śmiałyśmy się. Wszystko było idealnie. Świat zrobił się bardziej kolorowy, a rysy ludzi mniej wyraźne i nagle wszystkie zmysły się wyostrzyły, powracając do normalnego stanu. Wszystko za sprawą blondyna, który przechodził koło małej sceny.
-Ade, co z tobą? – Lis machała mi ręką przed twarzą.
-Znacie go? – spytałam po dłuższej chwili, wskazując ruchem głowy na chłopaka.
Chrissy, Lis i Violet zaprzeczyły.
-Ja znam – odezwała się Hailey.
-Kto to? – spytałam z ożywieniem.

-Nazywa się Niall Horan. Uważaj na niego.


niedziela, 9 marca 2014

Postacie

Adrianne 'Ade' Jeffries - 19 lat
















Niall Horan - 21 lat
















Violet Jeffries - 23 lata
















Hailey Morgan - 23 lata


















Pozostali:
Brad Heffley - 27 lat
Ross Berk - 24 lata
Christina Malone - 231 lat
Elisabeth Darlow - 20 lat

czwartek, 9 stycznia 2014

Twelve

Od dawna przyjaźnisz się z Niallem. Wspieracie się w każdej decyzji bez względu na wszystko. Ostatnio jednak twój przyjaciel cię zaskoczył.
Tego dnia mieliście się spotkać w Starbucksie. Gdy tylko weszłaś do środka zauważyłaś blondyna. Trochę cię to zdziwiło ponieważ zwykle to ty musiałaś na niego czekać i to długo. Czułaś, że zapowiada się coś większego.
-Hej - przywitałaś się z Irlandczykiem.
-Hej - uśmiechnął się niepewnie.


-Więc o czym chciałeś porozmawiać?
-No więc...ja...um...
-Spokojnie Nialler. O co chodzi? - ścisnęłaś jego dłoń.
Mogłabyś przysiąc, że się rumieni. W każdym razie poczułaś, że twoje policzki na pewno zrobiły się czerwone. Musiałaś przyznać. Niall jest bardzo atrakcyjny, co czasem utrudniało ci przebywanie z nim. Trochę ci się podobał, ale byłaś w stanie to blokować. Przyjaźń jest cenniejsza niż miłość - mówiłaś. Zwłaszcza, że mogłoby to zmienić jego stosunek do ciebie.
-[T.I] postanowiłem zrobić tatuaż.
-O! Nie wiem co powiedzieć...to fajnie!
-Naprawdę?
-Tak.
Chłopak wyraźnie się rozluźnił. Byłaś mocno zdziwiona tym, co przed chwilą powiedział. Niall zawsze był delikatny, nie wyobrażałaś go sobie z tatuażem. Był idealny takim jakim był. A teraz miało się to zmienić. Oczywiście cieszyłaś się razem z nim. Jego ciało, jego decyzja. Byłaś przekonana, że będzie dobrze wyglądał, choć nie bardzo go sobie wyobrażałaś z rysunkiem na ciele.
-Dzisiaj mam wizytę w salonie tatuażu - powiedział nagle - Pójdziesz ze mną?
-Jeśli tylko chcesz.
-Bardzo chcę - zapewnił.
Nie widząc innej opcji poszłaś z blondynem. Zaczął lekko się trząść przed budynkiem, ale dodawałaś mu otuchy słowami.
Gdy już siedział na fotelu, a ty wpatrywałaś się w niego spytałaś:
-Co zamierzasz sobie wytatuować?
-Zobaczysz - odpowiedział tajemniczo.
-Proszę, tylko nie mów, że to ma związek z jedzeniem.
Chłopak wybuchł głośnym śmiechem.
-Nic z jedzeniem. Obiecuję.
Jego dobry humor zniknął gdy tylko włączono maszynkę. Znowu zaczął drżeć, a jego źrenice zmniejszyły się ze strachu.
-[T.I] możesz podejść bliżej? - spytał nieśmiało.
Przysunęłaś się i złapałaś chłopaka za rękę.
-Dla ciebie wszystko Nialler - powiedziałaś łagodnie.
Chłopak ścisnął twoją dłoń i wyglądało na to, że nie zamierza poluzować uścisku. Gdy tatuażysta podchodził do Nialla ten nagle zerwał się z miejsca.
-Chyba jednak rezygnuję - powiedział spanikowany.
Odczułaś ulgę. Wiedziałaś, że Niall nie był w stu procentach przekonany, co do tego pomysłu.
Wyszliście i ruszyliście ulicą. Zauważyłaś, że Niall ciągle trzyma cię za rękę, ale zignorowałaś to. Pomyślałaś, że zaraz sam się zorientuje i cię puści.
-Cieszę się, że tego nie zrobiłeś - wypaliłaś w końcu.
-Naprawdę?
-Tak. Nie umiem sobie ciebie wyobrazić z tatuażem.
-Myślałem, że lubisz takie rzeczy.
-U innych, u ciebie nie.
-Dlaczego?
-Bo na innych mi nie zależy.
-Co?
-Nieważne - powiedziałaś szybko.
Chłopak zatrzymał się gwałtownie i obrócił cię tak, że stałaś na przeciwko niego.
-Ważne. Zależy ci na mnie?
-Tak - zarumieniłaś się.
Na twarzy blondyna pojawił się szeroki uśmiech.
-Nie śmiej się ze mnie - poprosiłaś.
-Nie śmieję się z ciebie - jednak jego uśmiech był coraz szerszy.
-Po prostu zapomn...- nie dokończyłaś.
Chłopak nagle cię pocałował. Byłaś zaskoczona, ale długo się nie zastanawiając oddałaś pocałunek. Od dawna zastanawiałaś się jak to jest się z nim całować i musisz przyznać, że jest lepiej niż można sobie wyobrażać. Całuje delikatnie, a w głowie pojawiają ci się wizje najprzyjemniejszych rzeczy. W końcu odrywacie się od siebie.
-Cóż...to było miłe - mówisz.
-Bardzo miłe - śmieje się.
Stoicie przez dłuższy moment przytuleni do siebie nie bardzo wiedząc, co powiedzieć.
-Ten tatuaż miał być dla ciebie - mówi wreszcie.
-Co?
-Jak mówiłem. Myślałem, że ci się takie rzeczy podobają. Myślałem, że wtedy...no wiesz...spojrzysz na mnie tak jak ja na ciebie - powiedział niewyraźnie, lekko zawstydzony.
Na twojej twarzy zagościł szeroki uśmiech.
-Czyli jak? - dopytywałaś, choć znałaś odpowiedź.
-Dobrze wiesz.
-Chcę tu usłyszeć.
-Jak na kogoś więcej niż przyjaciela - wymamrotał.
-Ja od dawna patrze na ciebie jak na kogoś więcej.
Chłopak odwzajemnił twój uśmiech.
-Kocham cię [T.I] - powiedział.
-Ja ciebie też Nialler.
 Znowu cię pocałował. Tym razem już jako swoją dziewczynę. Nie potrzebowaliście słów, wiedzieliście że tak jest. Od teraz jesteście razem.
_________________________________________________________________________________
Dla @carrotsmonster :) Mam nadzieję, że zalicza się do wesołych :p

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Eleven

 Summer '09
Siedziałam na plaży. Z dala od ogniska jakie urządzali moi znajomi. Zrobiliśmy je na cześć rozpoczęcia wakacji. Alkohol i inne używki są dostępne mimo, że mamy dopiero 15 lat.
-Co tak sama siedzisz?- spytał chłopak niskim głosem.
Odwróciłam się w jego stronę. Tak, nie mogłam się mylić. Oczywiście, że to był Harry.


Wzruszyłam ramionami.
-Tak sobie. Jakoś nie mam ochoty patrzeć na obściskujące się pary.
-Nie wszyscy się obściskują.
-Ale większość.
-To cię gorszy?
-Sama nie wiem. Po prostu głupio tak się temu przyglądać. To powinno być prywatne.
-Oni tak nie myślą.
-Bo są kompletnie nawaleni.
-Tak jak każdy na tej imprezie.
-Ty też?
-Trochę alkoholu...
Pokręciłaśm głową udając dezaprobatę.
-Hazza jak tak dalej pójdzie to się stoczysz.
-No co? Młodość ma swoje prawa. Poza tym nie uwierzę, że nigdy nie piłaś.
-No dobra zdarza mi się pić i nie tylko to...
-A co jeszcze? Ćpasz?
Milczałam.
-Ćpasz?- powtórzył z niedowierzaniem.
-Cicho! Czasem zapalę.
Chłopak był w lekkim szoku.
-A mi mówisz, że się staczam.
-Oj nie rób problemu.
Siedzieliśmy w ciszy. Po pewnym czasie Harry się odezwał:
-Masz przy sobie?
-Tak.
-Zapalimy?
-Żartujesz ze mnie?
-Nie. Chciałbym wiedzieć jak to jest.
Byłam zdziwiona. Harry miał różne rzeczy na swoim koncie, ale na pewno nie palenie marihuany
 -No dobra, ale nie przy wszystkich.
Wstaliśmy i podążyliśmy w kierunku skał znajdujących się niedaleko. Byliśmy blisko naszych znajomych, ale skały skutecznie nas zasłaniały.
Harry cały się trząsł. Czyżby strach?
-Jeśli nie chcesz nie musisz...
-Ale chcę - przerwał mi.
-Jak chcesz.
Wyciągnęłam z kieszeni skręta. Zawsze coś przy sobie miałam na wszelki wypadek. Oczywiście byłam też zaopatrzona w zapalniczkę. Jakżeby inaczej.
Zapaliłam jointa i zaciągnęłam się nim. Potem podałam go Harry'emu. Przez krótki moment się wahał czy go wziąć, ale w końcu zrobił to.
-Chyba nie dam rady - powiedział powoli.
-Pomogę ci.
Spojrzał na mnie pytająco. Szybko wzięłam od niego to, co moje i zapaliłam. Potem przyciągnęłam jego twarz do swojej. Nie powiem...było mi to na rękę. Podobał mi się od dawna i wreszcie miałam pretekst by się do niego zbliżyć.
Naparłam na jego usta czekając aż je rozchyli. Zrobił to automatycznie. Powoli wypuściłam powietrze, częstując go narkotykiem. Gdy tylko poczułam, że wdycha substancję do płuc odsunęłam się od niego. W końcu jesteśmy sobie prawie obcy. Nigdy nie rozmawialiśmy dłużej niż kilka minut. To wszystko zrobiło się bardzo niezręczne.
-Dzięki - powiedział po dłuższej chwili.
-Nie ma za co - wysiliłam się na uśmiech.
Odwzajemnił go i usiadł na piasku. Poklepał dłonią miejsce obok siebie, zachęcając mnie do tego samego. Usiadłam obok niego. Czułam, że moje serce nieznacznie przyspieszyło. To pewnie wina narkotyku. Zawsze mam potem jakieś dziwne objawy.
-Dlaczego to robisz? - spytał.
-Ale co?
-Palisz.
Wzruszyłam ramionami.
-Sama nie wiem. Ziemia wydaje się wtedy odrobinę bardziej szczęśliwym miejscem.
-I bez tego ziemia jest szczęśliwym miejscem.
-Nie zawsze.
-A teraz? Teraz jest szczęśliwa?
-Teraz tak - zarumieniłam się.
-To teraz znajdź źródło tego szczęścia i postaraj się by mieć je zawsze.
-Nie mogę mieć na własność ludzi - wypaliłam.
-Och - rzucił tylko - Czyli, że...?
-Tak - powiedziałam szybko.
-W takim razie pozwól mi uczynić cię szczęśliwą - szepnął.
Moje serce przyspieszyło jeszcze bardziej. Czy ja śnię? Osoba, do której mam słabość mówi mi takie rzeczy. Chyba trafiłam do nieba, albo jeszcze dalej.
-Czyli ty...?
-Tak - zaśmiał się.
Po chwili poczułam jego usta na moich. Pocałował mnie delikatnie czekając, na to co zrobię. Odwzajemniłam jego gest zatracając się w nim całkowicie. Teraz nic się nie liczyło prócz jego i mnie. Te wakacje z pewnością będą niezłą historią.
_________________________________________________________________________________
Komentarze rzecz ważna :p tak więc mam nadzieję, że dacie znać czy wam się podoba imagin :)
Dla @lirectioner   :)

sobota, 5 stycznia 2013

Ten



Każdą moją myśl wypełnia jego osoba. Nie umiem normalnie funkcjonować jeśli nie będę czuć jego bliskości. Wspominam nasz pierwszy pocałunek...był niesamowity. Zwyczajny, ale wyjątkowy zarazem. Wyjątkowy bo pasujemy do siebie jak dwa elementy układanki. Całe życie myślałam, że moje serce jest całe. Gdy go poznałam zrozumiałam, że to było zwykłe złudzenie. Tak naprawdę miałam tylko pół serca, które czekało by móc złączyć się w całość ze swoją drugą połówką.
Jest moim aniołem. Przy nikim nie czuję się tak bezpieczna jak przy nim. Najlepiej jest gdy trzyma mnie w swoich ramionach, wtedy mam wrażenie, że cały świat mógłby przestać istnieć. Żeby nic nie zakłócało tych cudownych chwil. Jest wtedy tak blisko...czuję zapach jego perfum, który tak uwielbiam, jego oddech na mojej szyi gdy subtelnie ją muska wargami, jego dotyk sprawia, że przechodzą mnie dreszcze i zalewa fala gorąca. Instynktownie pragnę więcej. By jego usta znowu odnalazły moje, by mogły złączyć się w kolejnym pełnym miłości pocałunku. Uśmiechnęłam się na myśl o tym. Zaczynaliśmy zawsze tak samo. Najpierw delikatnie, a potem pogłębialiśmy z coraz to większą namiętnością. Tak jakby to miał być nasz ostatni pocałunek, ostatnie chwile bliskości. Może to właśnie dlatego chcemy zawsze czerpać maksymalną przyjemność ze wspólnie spędzonych chwil? Może boimy się o to uczucie, które jest między nami? Nie powiem, czasem zdarza mi się pomyśleć na temat, co by było gdyby...gdyby nie było nas. Nie było nas razem. Nie wyobrażam sobie życia bez niego, już nie. Teraz on jest całym moim życiem. Moje serce bije dla niego, jego oddech jest moim powietrzem. Każda komórka mojego ciała domaga się tego by był przy mnie. To jak uzależnienie. Jest moim narkotykiem. Chyba to zauważył. Gdy budzę się rano, a on nie leży obok mnie, wpadam w panikę. Boję się, że mnie zostawił i już nie wróci. Mimo, że wiem, że to absurdalne. Tyle razy dawał dowód swojej miłości, że nie powinnam...nie mam prawa wątpić w szczerość jego uczuć. A gdy tylko pojawia się taka myśl w mojej głowie, to patrzę w jego oczy. Potrafię w nich utonąć. Od razu zapominam o wszelkich wątpliwościach i poddaję się emocjom.
Uwielbiam gdy wplata swoje palce w moje włosy podczas długich, przerywanych tylko po to by złapać oddech pocałunków. Uwielbiam gdy splata swoje palce z moimi, jakby chciał mi zasygnalizować, że nie chce mnie nigdy opuścić. Gdy przytula mnie w nocy...nie umiem opisać jak bardzo jest mi wtedy dobrze. Zawsze mi mówi, że uwielbia ze mną spać. Podobno mówię przez sen, że go kocham. Kocham go...czasami myślę, że to za mało powiedziane, ale kto zna definicję tych słów? Dla każdego znaczą co innego. W naszym przypadku to całkowite oddanie drugiej osobie, potrzeba bliskości, chęć zapewnienia szczęścia drugiej osobie bez względu na wszystko.
Kocham cię...
Pamiętam gdy pierwszy raz to powiedzieliśmy. W jego oczach tańczyły radośnie iskierki, tak jakby chciał wykrzyczeć całemu światu, że mnie kocha, że mnie potrzebuje, że jestem jego skarbem. Jestem dla niego wszystkim, jestem najważniejsza, że beze mnie nic nie miało by sensu. Od tamtego momentu widzę cały czas ten wzrok, tylko z każdym dniem przybiera on na sile.
Nie wiem jak on odebrał moją deklarację miłości. Wiem tylko, że gdy to usłyszał był niezwykle szczęśliwy. Jakby dostał właśnie prezent od losu. 
Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk otwierających się drzwi. Prawie podskoczyłam, a moje serce znów zaczęło bić w niewyobrażalnie szybkim tempie. Wiedziałam, że to on. Podszedł do mnie i objął mnie w talii.
-Wróciłem.
Musnął moje usta na powitanie.
-Kocham cię- powiedział.
-Wiem. Ja ciebie też.
-Naprawdę cię kocham, nawet nie wiesz jak bardzo.
Przytulił mnie mocniej.Odwzajemniłam uścisk. Po całym dniu rozłąki, taki gest był jak ukojenie. Wziął mnie na ręce i zaniósł do naszej sypialni. Usiadł, a ja na nim. Nasze języki stanowiły zgrany duet. Umiały się do siebie dopasować. W końcu pragniemy tego samego...bliskości. Chcę mieć go jak najbliżej siebie. Tak jak to tylko możliwe. Ściągnął ze mnie koszulkę i zaczął całować po szyi schodząc coraz niżej. Z sekundy na sekundy moje pożądanie było coraz większe. Również pozbawiłam go górnej części stroju. Błądziłam chaotycznie swoimi palcami po jego torsie. Nie przestając mnie całować, blondyn zaczął ściągać swoje spodnie, więc zrobiłam to samo. Teraz dla odmiany to ja całowałam jego. Jego oddech był nierówny. Pozbyliśmy się bielizny. Chłopak objął mnie i przewrócił tak, że znaleźliśmy się w pozycji leżącej. Leżał na mnie, a ja poczułam ogromną rozkosz. Jego ciało przygniatające mnie do łóżka, zdecydowane ruchy, a jednocześnie tak delikatne by nie zrobić mi krzywdę. Troszczył się o mnie w każdej sferze naszego związku. Gdy skończyliśmy obrócił mnie tak, że znowu leżałam na nim. Wtuliłam się w jego nagi tors i nasłuchiwałam jak bije jego serce. Biło tak szybko jak moje. Pocałował mnie w czoło i chwycił moją dłoń, kreśląc na niej najrozmaitsze kształty. Kolejny pocałunek. Teraz nie chodziło o pożądanie i miłość, chodziło tylko o miłość.
-Kocham cię-wyszeptał mi na ucho.
Złożyłam na jego ustach pełen pasji pocałunek.
-Ja ciebie też.
Uśmiechnął się do mnie, odwdzięczając się kolejną serią niesamowicie słodkich pocałunków, na koniec powiedział tylko:
-Dobranoc kochanie.
W tej pozycji zasnęliśmy całkowicie zatraceni w sobie. Kolejny cudowny dzień, a przed nami jeszcze wiele takich. Nie wiem co się zdarzy, ale jedno wiem na pewno nasza miłość przetrwa wszystko.
 

środa, 26 grudnia 2012

Nine

*Ty*
Jestem przerażona. Ręce trzęsą mi się z nerwów i z obawy na jego reakcję. Siedzę jak na szpilkach i czekam aż usiądzie obok ciebie. W końcu się pojawił. Pocałował mnie w usta i przytulił do siebie.
-Hej skarbie, co się stało?- spytał widząc moją minę.

Postanowiłam nie zwlekać i od razu mu o tym powiedzieć.
-Jestem w ciąży- powiedziałam cicho.
-Naprawdę? To wspaniale! Nawet nie wiesz jak się cieszę!- wykrzyczał z radości chłopak.
Zobaczył, że po twarzy pociekły mi łzy.
-Czemu płaczesz? Kochanie wiem, że teraz wszystko się zmieni, ale zawsze będę przy tobie.
Odsunęłam się od niego i powiedziałam:
-Niall...tyle, że ja...że ja...ja nie wiem...nie wiem czyje to dziecko.
Był zszokowany. Odsunął się na drugi koniec kanapy, jak najdalej ode mnie.
-Zdradziłaś mnie?- spytał załamanym głosem.
Kolejne słone krople popłynęły mi z oczu, nie byłam w stanie nic powiedzieć, pokiwałam tylko głową.
-Znam go?
-To nie ważne.
-Odpowiedz! -krzyknął.
-T..tak.
-Który to?!
-Harry.
-Co?! Zdradziłaś mnie ze Stylesem?
-Niall, tak mi przykro...ja...ja nie wiem co mam powiedzieć.
-Tak czy nie?!
-Tak.
-Ile to trwa?!
-Kilka miesięcy.
-Zabiję gnoja - wykrzyczał.
-Niall, nie rób mu nic.
-Mam mu nic nie robić? Pieprzył się z tobą kilka miesięcy, a ja mam mu nic nie robić?!
Jego słowa mnie zabolały. Miał prawo tak mówić, ale to tak boli...
Trzasnął drzwiami i już go nie było.
*Niall*
Nie mogę w to uwierzyć. Zdradziła mnie...kobieta, której oddałem swoje serce potraktowała mnie jak zabawkę. Zdradziła mnie...
Wpadłem do domu. Chłopcy siedzieli w salonie.
-Hej jak randka? -spytali.
Nie odpowiedziałem, od razu podszedłem do Stylesa.
-Jak mogłeś mi to zrobić?!
-Nie wiem o czym mówisz.
-Nie wiesz?! Nie udawaj głupiego!
-Ale ja naprawdę nie wiem...
-To cię oświecę! Fajnie sypiać z dziewczyną kumpla?!
Harry milczał. Reszta chłopaków spojrzała na nas z szokiem.
-Fajnie było?! - powtórzyłem pytanie.
-Niall, ja nie chciałem...
-Czego nie chciałeś?! Nie chciałeś zaciągać do łóżka mojej dziewczyny?!
Nic nie odpowiadał. Uderzyłem go solidnie pięścią. Chłopak przewrócił się i upadł na ziemię, reszta od razu do niego podbiegła.
-Niall uspokój się to twój przyjaciel!
-Był nim, ale już nie jest! Życzę szczęścia z [T.I] i gratuluję będziesz tatusiem.

*9 miesięcy później*
  *ty*
One Direction przestali koncertować. Napięcie między Harrym, a Niallem było nie do zniesienia. Nikt nie wiedział o co poszło. Na szczęście. Chłopcy wspierali mnie przez cały czas, włącznie z Harrym. Nie jesteśmy razem, skończyło się na przyjaźni, ale Styles czuje się odpowiedzialny za to wszystko i pomaga mi jak może. Urodziłam córkę, nazwałam ją Julia.
Kilka dni po moim wyjściu ze szpitala ktoś zadzwonił do moich drzwi. Otworzyłam je, a tam Niall.
-Hej - powiedział.
Miał taki zimny wzrok.
-Hej, wejdziesz?
-Nie. Słyszałem, że urodziłaś.
-Tak.
-Dam ci pieniądze.
-Nie rozumiem.
-Na wykonanie testu na ojcostwo. Chcę mieć pewność.
Teraz ja się rozzłościłam.
-Nie musisz.
-Muszę, będę płacił alimenty jeśli dziecko jest moje.
Wręczył mi gotówkę i poszedł sobie.

*Kilka tygodni później*
Przyszły wyniki testu. Denerwowałam się prawie tak mocno jak tego wieczoru, gdy Niall się o wszystkim dowiedział. Otwarłam kopertę i wszystko stało się jasne.
Nie minęło dużo czasu, a przyszedł Niall.
-Są już wyniki?
-Tak.
-I ?
-Nie wiem jak ci to powiedzieć.
-W porządku tak myślałem, że to Harry.
-Niall czekaj.
-Na co? Im szybciej zniknę z twojego życia tym lepiej.
Poszedł równie szybko jak się pojawił.

*Niall*
Siedziałem u siebie w domu. Nie mieszkamy już z chłopakami razem, to było kłopotliwe. Usłyszałem dzwonek do drzwi. Okazało się, że to Liam, on jeden starał się mnie wspierać w tym wszystkim.
-Słyszałem, że byłeś u [T.I].
-No byłem i co z tego?
-Co z tego? Przecież wyniki przyszły.
Wzruszyłem ramionami.
-Nie zamierzam stać jej i Harry'emu na drodze.
-O czym ty mówisz?
-O tym, że dziecko jest Harry'ego.
-Co? Tak ci powiedziała?
-No nie. Tak wywnioskowałem.
-Idiota z ciebie.
-Co?
-Trzeba było dać jej dokończyć.
-Powiesz wreszcie o co ci chodzi?
-To twoje dziecko. Testy potwierdziły, że jesteś ojcem.
W momencie wszystko przewróciło się do góry nogami.
-C...co?
-To co słyszysz.
Wstałem.
-Muszę iść do [T.I].
Byłem wdzięczny Liam'owi, że mi to wszystko powiedział. Wsiadłem do samochodu i pojechałem do [T.I]. Pobiegłem do drzwi i do nich zapukałem.
-Niall?
Nie czekając na zaproszenie wszedłem do środka.
-Był u mnie Liam. Powiedział mi wszystko.
Nie odpowiadała.
-Mogę zobaczyć dziecko?
-Tak.
Zaprowadziła mnie na górę do sypialni. Tej samej, w której zdobyliśmy tyle wspomnień. Tej samej, w której zostało poczęte nasze dziecko. Patrząc na łóżko przypomniałem sobie wszystkie wspólne noce. Kiedy zasypialiśmy wtuleni w siebie, a rano budziliśmy się razem. Każdy ranek gdy witałem ją płynącymi prosto z serca słowami "Kocham cię". Minęliśmy jej łóżko i stanęliśmy przy małej kołysce.
Podała mi ostrożnie na ręce maleństwo. Bałem się, że je upuszczę, ale na całe szczęście nic takiego się nie stało. Z każdą chwilą byłem coraz bardziej przekonany, że to moje dziecko. Trudno mi opisać co wtedy czułem, ale to była jedna z najwspanialszych chwil w moim życiu.
-Ma twoje oczy- powiedziała do mnie [T.I].
Uśmiechnąłem się do niej.
-Ale włosy to po tobie, ja nie mam naturalnego blondu.
Teraz to ona się uśmiechnęła.
-Tylko to ma moje. Reszta to cały tata.
-Tak, reszta to cały ja.
Chyba zaskoczyło ją to jak szybko zaakceptowałem ten fakt. Nawet nie zauważyłem jak mała zasnęła na moich rękach, włożyłem ją do łóżeczka.
-Jak ma na imię?
-Julia.
Uśmiechnąłem się.
-Pamiętasz, że kiedyś powiedziałem ci, że tak nazwałbym naszą córkę?
-Pamiętam. Dlatego tak ją nazwałam.

*ty*
Spojrzał na mnie. Inaczej niż przez ostatni czas, teraz widziałam w jego oczach znajome ciepło, które uleciało po naszym rozstaniu
-Wiem, że trudno to wytłumaczyć, ale czułam, że to twoje dziecko.
Milczeliśmy, patrząc na nasz mały skarb.
Zeszliśmy na dół porozmawiać.
-Przepraszam cię- powiedział.
-Ty mnie? Za co?
-Za wszystko. Za to, że cię zostawiłem.
-Nie przepraszaj, miałeś prawo.
-Nie, nie miałem.
-Miałeś. To ja cię muszę przeprosić za to co zrobiłam.Wiem, że nigdy mi nie wybaczysz, ale...
Chwycił mnie za rękę i nie pozwolił dokończyć:
-Już ci wybaczyłem.
-Naprawdę?
-Tak. Nie wiem jak mogłem myśleć, że przestałem cię kochać.
-Kochasz mnie?
-Nawet nie wiesz jak bardzo.
-Nawet po tym wszystkim, po tym jak cię zdradziłam?
-Nawet po tym.
Przytulił mnie do siebie. Tak bardzo brakowało mi jego objęć.
-Ale obiecaj mi jedno -powiedział.
-Co?
-Obiecaj, że za mnie wyjdziesz.
-Czy ty mi się właśnie oświadczyłeś?
-A zostałem przyjęty?
-Jak najbardziej.
Pocałowaliśmy się. Od tej pory wszystko było dobrze. Po roku wzięliśmy ślub, a w ciągu kilku następnych lat Julia doczekała się braciszka.



piątek, 7 grudnia 2012

Eight



[T.I] i Louis. Louis i [T.I]. Para doskonała. Zarówno w mediach jak i poza nimi. Stanowicie nierozerwalną całość.
 Za każdym razem gdy ktoś was widział, od razu mówił – to jest miłość – bo to jest miłość. Prawdziwa miłość. Taka, w której szczęście drugiej osoby jest dla nas ważniejsze niż nasze. Taka, w której jesteśmy w stanie zrobić wszystko dla drugiej osoby. Taka, w której szczęście drugiej osoby jest dla nas ważniejsze, bo jej szczęście jest naszym, jej radość naszą radością, jej smutek naszym smutkiem, jej problemy naszym problemem, jej życie naszym. Nie ma dla was w żadnej swerze podziału, funkcjonujecie jako jedność, której nic i nigdy nie może rozdzielić.

Wasi znajomi mówią, że Louis traktuje cię jak księżniczkę, to prawda. Szanuje i traktuje cię jak królową. Stanowisz obiekt jego uwielbienia. Gdy tylko ma wolny czas spędza go z tobą. Dla niego tak jak i dla ciebie, każda chwila spędzona osobno, jest stracona, przechodzicie wtedy niewyobrażalną mękę.
Rozumiecie się bez słów, można odnieść wrażenie, że macie więź telepatyczną. Louis od razu wyłapuje każde twoje emocje i najmniejsze zmiany w nastroju. Wie kiedy ma milczeć, kiedy rozśmieszyć, kiedy być poważnym, a kiedy po prostu wziąć cię w ramiona i nie puszczać.Gdy jesteście blisko siebie, wszyscy inni mają ochotę się ulotnić, do tego stopnia jest wyczuwalne wasze uczucie. Wasze spojrzenia wyrażają tak wielką miłość, jaką widzi się co najwyżej w filmie. 
W każdym waszym geście, dotyku widoczne jest wasze uczucie, intymność jaka jest między wami. Tu nie chodzi o stosunek, dla was to tylko dodatek do relacji dwojga kochających się ludzi. Doszliście do tego momentu waszej relacji, że poczuliście taką potrzebę. To nie był zwykły kaprys, to była przemyślana decyzja związanych ze sobą ludzi. To zapieczętowało waszą miłość. Teraz jesteś już jego, a on twój i nic tego nie zmieni.
Obudziłaś się. Leżałaś jak zwykle wtulona w swojego ukochanego.

-Dzień dobry skarbie - przywitał cię jego delikatny głos.
Uwielbiałaś go. Mogłabyś słuchać jak mówi, śmieje się i śpiewa cały czas.
Musiałaś przyznać, jego osoba działa na ciebie jak narkotyk. Z minuty na minutę, pragniesz coraz bardziej mieć go jak najbliżej siebie. Chyba nigdy nie wyleczysz się z tego uzależnienia. Chcesz być z nim już zawsze i nigdy go nie opuszczać. Wiesz, że on czuje to samo. Na początku nie byłaś pewna jego uczuć, ale teraz nie masz żadnych wątpliwości. Twoje serce bije dla niego, a jego serce dla ciebie. Znaleźliście swoje miejsce na ziemi - w swoich ramionach.
-Dzień dobry - odpowiedział z uśmiechem.
Chłopak z uśmiechem na twarzy przysunął się do ciebie i złożył na twych ustach pełen pasji pocałunek.
Wasze pocałunki...każde inne, jedyne w swoim rodzaju. Jesteś pewna, że pamiętasz każdy, tak głęboko wyryły się te chwile w twojej pamięci.
-Kocham cię- powiedział czule.
-Ja ciebie też.
Przytulił cię mocniej.
- Jesteś całym moim światem.