wtorek, 11 marca 2014

1 | Uważaj na niego |

Strach. Panika. Histeria. Przerażenie. Niepokój. Obawa. Groza. Płacz. Krzyk. Ból. Cierpienie. Tylko tyle. Nic więcej. Zawsze gdy ciemno. Zawsze ze mną. Tulą mnie do snu. Nie chcą mnie zostawić, nie pozwalają mi być samej. Sprawiają, że boję się zasnąć każdej nocy.
Obudziłam się zaczerpując gwałtownie powietrza. Szybko rozejrzałam się po ciemnym pomieszczeniu upewniając się, że te złe rzeczy odeszły. Mogłam odetchnąć z ulgą. Oparłam głowę o poduszkę i przymknęłam oczy. Oddychałam jak po przebiegnięciu maratonu.
Przetrwałam kolejną noc. Mam spokój aż do następnego snu. Po chwili włączyłam lampę stojącą obok kanapy, na której śpię i wyciągnęłam zeszyt z półki. Wzięłam długopis i zaczęłam pisać. Pisałam, aż do momentu, w którym moje natchnienie całkowicie nie uleciało. Tym sposobem stworzyłam kolejne piosenki.
-Szkoda, że nikt ich nigdy nie usłyszy – powiedziałam sama do siebie z nutą smutku.
Nawet nie zorientowałam się, kiedy na dworze zrobiło się jasno.
-Ade rusz tyłek – usłyszałam z sąsiedniego pokoju Violet.
Violet moja kochana, starsza siostra. To ona sprowadziła mnie do Londynu. Chyba nigdy jej się za to nie odwdzięczę.
Wstałam i narzuciłam na siebie sweter. Rano było mi stanowczo za zimno. Lubiłam chłodne temperatury, ale nie aż tak.
-Mogłybyśmy coś zrobić z ogrzewaniem – teatralnie okryłam się bardziej.
-Wiem, ale nie mam serca wspomnieć o tym Bradowi. I tak poszedł nam na rękę z czynszem.
-To nie znaczy, że musimy zamarznąć.
-Inni mają podobnie, Ade – założyła ręce na piersi.
-Wątpię, że aż tak.
-Zawsze możesz sama z nim pogadać.
Tu mnie miała. Zawsze byłam mocna, jeżeli chodzi o doradzenie innym, sama niekoniecznie potrafiłabym się zachować. No chyba, że byłam zdenerwowana. Wtedy dostawałam zastrzyku odwagi.
-Przemyślę to – powiedziałam niewyraźnie i podążyłam do ekspresu z kawą.
-Znowu kawa? – zmrużyła oczy. – Wiesz, że to nie zdrowe.
-Nie wyspałam się, a nie chcę paść z samego rana.
Uśmiechnęłam się do niej, jednak ona tego nie odwzajemniła. Przyglądała mi się z troską w oczach. Znowu miała jeden z tych matczynych momentów.
-Ostatnio ciągle się nie wysypiasz. Może powinnaś iść do lekarza?
-I z czego mu zapłacę?
-Coś by się zorganizowało.
-Zaciągnęłabyś tylko nie potrzebny dług – upiłam trochę kawy.
Gorzki napój trochę mnie otrzeźwił. Czułam jak mój umysł budzi się do pracy.
-Mówię poważnie. Może to objaw choroby – zaniepokoiła się.
-Nie martw się, wszystko będzie dobrze – pocałowałam ją w policzek.
Zostawiłam ją i poszłam się przebrać do swojego pokoju. Cóż, nie do końca był to pokój. To było bardzo małe pomieszczenie, kiedyś służące jako schowek. W suficie była dziura, o którą opierała się drabina. Przejście na strych. Gdy Brad dowiedział się, że maluję bez problemu mi go oddał.
-I tak niczego tam nie trzymam, a ludzi nie mogę tam ulokować – powiedział, gdy się wprowadzałam.
Od tego momentu trzymam tam większość swoich prac. Kilka z nich wczoraj zniosłam na dół, a teraz leżą w ogromnej czarnej teczce.
Mam nadzieję, że tym razem się uda – pomyślałam.
Szybko się przebrałam i wyszłam z domu. Schodząc po schodach słyszałam kłótnie naszych sąsiadów Rossa i Christiny.
Ciekawe, kto tym razem dopuścił się rzekomej zdrady?
Nigdy nie chciałabym być w takim związku, to ograniczające. Być na czyjąś wyłączność jak ptak w klatce. Człowiek może się w czymś takim tylko dusić, a nie być szczęśliwym.

*

Jechałam metrem na rozmowę o pracę. Nie ukrywam, bardzo się denerwowałam. Długo się nie zastanawiając wykręciłam numer do Elisabeth.
-Tak? – odebrała po pierwszym sygnale.
Uśmiechnęłam się w duchu. Nawet tak wcześnie odbiera moje telefony.
-Ade jeżeli dzwonisz tylko po to, by mnie usłyszeć to już jesteś martwa – warknęła.
-Jeszcze spałaś?
-Może mój głos na, to nie wskazuje, ale tak. Spałam…Cholera! Jedziesz właśnie na rozmowę, tak?
Pewnie spojrzała na zegarek. Wyobrażałam sobie jak bardzo komiczną minę musiała mieć w tej chwili.
-Tak, Lis. Wyobraź sobie, że inaczej bym nie dzwoniła – droczyłam się z nią.
-Denerwujesz się?
-I to jak – przyznałam.
-Na pewno dostaniesz tą pracę. Twoje prace są świetne!
-Szkoda, że nikt inny tak nie uważa.
-Oprócz mnie jest jeszcze Brad, Violet i Hailey. Poza tym jestem pewna, że gdybyś tylko zechciała pokazać te rysunki komuś więcej, już dawno wystawiliby je w jakiejś galerii.
-Zwłaszcza, że odrzucili mnie już w czterech poprzednich miejscach – posmutniałam.
-Ludzie mają różny gust i zanim cokolwiek powiesz, nie. To nie jest tak, że my nie mamy gustu.
-Jak zawsze wiesz jak pocieszyć.
-Polecam się na przyszłość. Teraz mogę iść spać? – ziewnęła.
-Jasne. Miłego spania.
-Dzięki. Trzymaj się, Ade. Zobaczysz, ten dzień będzie świetny!
Rozłączyłam się i w napięciu rozmyślałam nad tym, co dzisiaj się zdarzy. Ta praca mogłaby wszystko zmienić. Nie musiałabym żerować na Violet, mogłabym jej pomóc.
Kiedy kobiecy głos oznajmił, że jesteśmy w dzielnicy Shoreditch wysiadłam.
Gdy tylko wyszłam ze stacji metra i znalazłam się na otwartym powietrzu poczułam się niesamowicie. Wszędzie była sztuka. Miało się wrażenie, że przedostała się nawet do powietrza wypełniając człowieka od początku do końca inspiracją. Spojrzałam na adres zapisany na kartce i zadecydowałam, że najszybciej będzie jeśli pójdę przez wąską uliczkę pełną handlarzy. Było tu bardzo kolorowo i nie mogłam się powstrzymać przed przystaniem przy prawie każdym stoisku. W pewnym momencie minęłam kobietę, która wyglądała jak typowa wróżka.
-Chodź tu młoda dziewczyno, poznaj swą przyszłość.
-Dziękuję, ale nie wierzę w takie rzeczy – uśmiechnęłam się.
-Całkowicie za darmo – zapewniła mnie kobieta.
-Ostatecznie – powiedziałam po dłuższej chwili.
Podałam jej dłoń, a ona przez dłuższą chwilę wpatrywała się w nią wręcz z śmiesznym uporem. W końcu powiedziała:
-Twoje życie ulegnie dzisiaj całkowitej zmianie.
-Naprawdę? – zaciekawiłam się.
Niby nie wierzę w takie rzeczy, jednak siła sugestii jest bardzo mocna.
-Jestem pewna – pokiwała głową.
-Dziękuję – ścisnęłam jej dłoń i ruszyłam dalej.
Kobieta sprawiała wrażenie jakby chciała coś jeszcze powiedzieć, ale pomachała mi tylko ręką na pożegnanie i tyle ją widziałam.

*

Z nerwów miałam ochotę obgryzać paznokcie, jednak stałam opanowana. Modliłam się w duchu, żeby moje prace im się spodobały. W końcu mężczyzna, który mnie rekrutował podniósł głowę znad moich prac.
-Pani prace są bardzo ciekawe, muszę przyznać.
To chyba dobry znak.
-Jednak to nie to czego szukamy, a przynajmniej nie na tą chwilę.
I wszystko się zawaliło. Kolejna porażka, może bycie artystką nie jest mi pisane.
-Jednak zostawimy pani dane kontaktowe na wszelki wypadek.
Szybko zebrałam swoje prace i wyszłam. Do oczu cisnęły mi się łzy. Jestem strasznym nieudacznikiem.
Postanowiłam zadzwonić do cioci Eve. Zawsze wiedziała jak do mnie dotrzeć, może uda jej się jakoś poprawić mój okropny nastrój.
-Adrienne kochanie! Jak rozmowa? – jej pogodny głos przywoływał na myśl domowe ciepło, którego doznałam mieszkając z nią w Cashel.
-Dziecko, ty płaczesz? – jej ton od razu uległ zmianie.
-Ciociu…znowu zawaliłam.
-Nie przejmuj się. Jak nie ci, to następni.
-To już była piąta rozmowa. Nikt nie chce mnie zatrudnić.
-Nie możesz się poddawać. Pamiętaj, kobiety z naszej rodziny są silne. Zanim znalazłam pracę odrzucili mnie dwadzieścia razy, pamiętasz? Ale w końcu mi się udało. Tobie też się uda.
-Oby. Wiesz ciociu zadzwonię, gdy wrócę do domu. Muszę zdążyć na pociąg.
Tak naprawdę nie chciałam żeby się martwiła. Nie potrzebnie do niej dzwoniłam. Zawsze coś robię, a dopiero później myślę, że to było głupie.
Wracałam tą samą drogą, którą przyszłam i znowu spotkałam tamtą kobietę.
-Witaj ponownie, dziecko – uśmiechnęła się.
-Nie miała pani racji. Nic się nie zmieniło, nadal jest tak jak było.
-Dzień się dopiero zaczął. Skąd możesz wiedzieć, co na ciebie czeka za rogiem?
-Metro – powiedziałam cierpko.
-Może tam wszystko się zmieni, a może nie. Kto to wie, życie jest pełne niespodzianek. Wszystko się zmieni nagle, nie będziesz na to przygotowana.
Zignorowałam kobietę i bez zatrzymywania ruszyłam do metra.

*

Opowiedziałam o wszystkim Violet, gdy tylko wróciła ze swojej zmiany w kawiarni do domu. Od razu mnie przytuliła mówiąc, że wszystko będzie dobrze. Jednak wiedziałam, że dla niej jest to tak samo bolesne jak dla mnie. Brak pracy oznacza brak pieniędzy, a to jest nam potrzebne jeśli chcemy ułożyć sobie jakoś życie.
-Wiesz, co? Zabieram cię do baru! Obie musimy się zrelaksować i zapomnieć o problemach – przekonywała mnie.
Zgodziłam się od razu. Minęło sporo czasu, od kiedy ostatnio byłam się gdzieś zabawić, a lubiłam zabawę.
Wieczorem siedzieliśmy w pobliskim barze wraz z Christiną, Elisabeth i Hailey.
-Idą drinki! – zawołała Lis niosąc sporą ilość alkoholu.
-Chcecie mnie upić? – zaczęłam się śmiać.
-Potrzebujesz rozweselacza – rzuciła ze śmiechem Christina.
-Otóż to Chrissy! – przytaknęła Hailey.
Piłyśmy, śmiałyśmy się. Wszystko było idealnie. Świat zrobił się bardziej kolorowy, a rysy ludzi mniej wyraźne i nagle wszystkie zmysły się wyostrzyły, powracając do normalnego stanu. Wszystko za sprawą blondyna, który przechodził koło małej sceny.
-Ade, co z tobą? – Lis machała mi ręką przed twarzą.
-Znacie go? – spytałam po dłuższej chwili, wskazując ruchem głowy na chłopaka.
Chrissy, Lis i Violet zaprzeczyły.
-Ja znam – odezwała się Hailey.
-Kto to? – spytałam z ożywieniem.

-Nazywa się Niall Horan. Uważaj na niego.


niedziela, 9 marca 2014

Postacie

Adrianne 'Ade' Jeffries - 19 lat
















Niall Horan - 21 lat
















Violet Jeffries - 23 lata
















Hailey Morgan - 23 lata


















Pozostali:
Brad Heffley - 27 lat
Ross Berk - 24 lata
Christina Malone - 231 lat
Elisabeth Darlow - 20 lat

czwartek, 9 stycznia 2014

Twelve

Od dawna przyjaźnisz się z Niallem. Wspieracie się w każdej decyzji bez względu na wszystko. Ostatnio jednak twój przyjaciel cię zaskoczył.
Tego dnia mieliście się spotkać w Starbucksie. Gdy tylko weszłaś do środka zauważyłaś blondyna. Trochę cię to zdziwiło ponieważ zwykle to ty musiałaś na niego czekać i to długo. Czułaś, że zapowiada się coś większego.
-Hej - przywitałaś się z Irlandczykiem.
-Hej - uśmiechnął się niepewnie.


-Więc o czym chciałeś porozmawiać?
-No więc...ja...um...
-Spokojnie Nialler. O co chodzi? - ścisnęłaś jego dłoń.
Mogłabyś przysiąc, że się rumieni. W każdym razie poczułaś, że twoje policzki na pewno zrobiły się czerwone. Musiałaś przyznać. Niall jest bardzo atrakcyjny, co czasem utrudniało ci przebywanie z nim. Trochę ci się podobał, ale byłaś w stanie to blokować. Przyjaźń jest cenniejsza niż miłość - mówiłaś. Zwłaszcza, że mogłoby to zmienić jego stosunek do ciebie.
-[T.I] postanowiłem zrobić tatuaż.
-O! Nie wiem co powiedzieć...to fajnie!
-Naprawdę?
-Tak.
Chłopak wyraźnie się rozluźnił. Byłaś mocno zdziwiona tym, co przed chwilą powiedział. Niall zawsze był delikatny, nie wyobrażałaś go sobie z tatuażem. Był idealny takim jakim był. A teraz miało się to zmienić. Oczywiście cieszyłaś się razem z nim. Jego ciało, jego decyzja. Byłaś przekonana, że będzie dobrze wyglądał, choć nie bardzo go sobie wyobrażałaś z rysunkiem na ciele.
-Dzisiaj mam wizytę w salonie tatuażu - powiedział nagle - Pójdziesz ze mną?
-Jeśli tylko chcesz.
-Bardzo chcę - zapewnił.
Nie widząc innej opcji poszłaś z blondynem. Zaczął lekko się trząść przed budynkiem, ale dodawałaś mu otuchy słowami.
Gdy już siedział na fotelu, a ty wpatrywałaś się w niego spytałaś:
-Co zamierzasz sobie wytatuować?
-Zobaczysz - odpowiedział tajemniczo.
-Proszę, tylko nie mów, że to ma związek z jedzeniem.
Chłopak wybuchł głośnym śmiechem.
-Nic z jedzeniem. Obiecuję.
Jego dobry humor zniknął gdy tylko włączono maszynkę. Znowu zaczął drżeć, a jego źrenice zmniejszyły się ze strachu.
-[T.I] możesz podejść bliżej? - spytał nieśmiało.
Przysunęłaś się i złapałaś chłopaka za rękę.
-Dla ciebie wszystko Nialler - powiedziałaś łagodnie.
Chłopak ścisnął twoją dłoń i wyglądało na to, że nie zamierza poluzować uścisku. Gdy tatuażysta podchodził do Nialla ten nagle zerwał się z miejsca.
-Chyba jednak rezygnuję - powiedział spanikowany.
Odczułaś ulgę. Wiedziałaś, że Niall nie był w stu procentach przekonany, co do tego pomysłu.
Wyszliście i ruszyliście ulicą. Zauważyłaś, że Niall ciągle trzyma cię za rękę, ale zignorowałaś to. Pomyślałaś, że zaraz sam się zorientuje i cię puści.
-Cieszę się, że tego nie zrobiłeś - wypaliłaś w końcu.
-Naprawdę?
-Tak. Nie umiem sobie ciebie wyobrazić z tatuażem.
-Myślałem, że lubisz takie rzeczy.
-U innych, u ciebie nie.
-Dlaczego?
-Bo na innych mi nie zależy.
-Co?
-Nieważne - powiedziałaś szybko.
Chłopak zatrzymał się gwałtownie i obrócił cię tak, że stałaś na przeciwko niego.
-Ważne. Zależy ci na mnie?
-Tak - zarumieniłaś się.
Na twarzy blondyna pojawił się szeroki uśmiech.
-Nie śmiej się ze mnie - poprosiłaś.
-Nie śmieję się z ciebie - jednak jego uśmiech był coraz szerszy.
-Po prostu zapomn...- nie dokończyłaś.
Chłopak nagle cię pocałował. Byłaś zaskoczona, ale długo się nie zastanawiając oddałaś pocałunek. Od dawna zastanawiałaś się jak to jest się z nim całować i musisz przyznać, że jest lepiej niż można sobie wyobrażać. Całuje delikatnie, a w głowie pojawiają ci się wizje najprzyjemniejszych rzeczy. W końcu odrywacie się od siebie.
-Cóż...to było miłe - mówisz.
-Bardzo miłe - śmieje się.
Stoicie przez dłuższy moment przytuleni do siebie nie bardzo wiedząc, co powiedzieć.
-Ten tatuaż miał być dla ciebie - mówi wreszcie.
-Co?
-Jak mówiłem. Myślałem, że ci się takie rzeczy podobają. Myślałem, że wtedy...no wiesz...spojrzysz na mnie tak jak ja na ciebie - powiedział niewyraźnie, lekko zawstydzony.
Na twojej twarzy zagościł szeroki uśmiech.
-Czyli jak? - dopytywałaś, choć znałaś odpowiedź.
-Dobrze wiesz.
-Chcę tu usłyszeć.
-Jak na kogoś więcej niż przyjaciela - wymamrotał.
-Ja od dawna patrze na ciebie jak na kogoś więcej.
Chłopak odwzajemnił twój uśmiech.
-Kocham cię [T.I] - powiedział.
-Ja ciebie też Nialler.
 Znowu cię pocałował. Tym razem już jako swoją dziewczynę. Nie potrzebowaliście słów, wiedzieliście że tak jest. Od teraz jesteście razem.
_________________________________________________________________________________
Dla @carrotsmonster :) Mam nadzieję, że zalicza się do wesołych :p

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Eleven

 Summer '09
Siedziałam na plaży. Z dala od ogniska jakie urządzali moi znajomi. Zrobiliśmy je na cześć rozpoczęcia wakacji. Alkohol i inne używki są dostępne mimo, że mamy dopiero 15 lat.
-Co tak sama siedzisz?- spytał chłopak niskim głosem.
Odwróciłam się w jego stronę. Tak, nie mogłam się mylić. Oczywiście, że to był Harry.


Wzruszyłam ramionami.
-Tak sobie. Jakoś nie mam ochoty patrzeć na obściskujące się pary.
-Nie wszyscy się obściskują.
-Ale większość.
-To cię gorszy?
-Sama nie wiem. Po prostu głupio tak się temu przyglądać. To powinno być prywatne.
-Oni tak nie myślą.
-Bo są kompletnie nawaleni.
-Tak jak każdy na tej imprezie.
-Ty też?
-Trochę alkoholu...
Pokręciłaśm głową udając dezaprobatę.
-Hazza jak tak dalej pójdzie to się stoczysz.
-No co? Młodość ma swoje prawa. Poza tym nie uwierzę, że nigdy nie piłaś.
-No dobra zdarza mi się pić i nie tylko to...
-A co jeszcze? Ćpasz?
Milczałam.
-Ćpasz?- powtórzył z niedowierzaniem.
-Cicho! Czasem zapalę.
Chłopak był w lekkim szoku.
-A mi mówisz, że się staczam.
-Oj nie rób problemu.
Siedzieliśmy w ciszy. Po pewnym czasie Harry się odezwał:
-Masz przy sobie?
-Tak.
-Zapalimy?
-Żartujesz ze mnie?
-Nie. Chciałbym wiedzieć jak to jest.
Byłam zdziwiona. Harry miał różne rzeczy na swoim koncie, ale na pewno nie palenie marihuany
 -No dobra, ale nie przy wszystkich.
Wstaliśmy i podążyliśmy w kierunku skał znajdujących się niedaleko. Byliśmy blisko naszych znajomych, ale skały skutecznie nas zasłaniały.
Harry cały się trząsł. Czyżby strach?
-Jeśli nie chcesz nie musisz...
-Ale chcę - przerwał mi.
-Jak chcesz.
Wyciągnęłam z kieszeni skręta. Zawsze coś przy sobie miałam na wszelki wypadek. Oczywiście byłam też zaopatrzona w zapalniczkę. Jakżeby inaczej.
Zapaliłam jointa i zaciągnęłam się nim. Potem podałam go Harry'emu. Przez krótki moment się wahał czy go wziąć, ale w końcu zrobił to.
-Chyba nie dam rady - powiedział powoli.
-Pomogę ci.
Spojrzał na mnie pytająco. Szybko wzięłam od niego to, co moje i zapaliłam. Potem przyciągnęłam jego twarz do swojej. Nie powiem...było mi to na rękę. Podobał mi się od dawna i wreszcie miałam pretekst by się do niego zbliżyć.
Naparłam na jego usta czekając aż je rozchyli. Zrobił to automatycznie. Powoli wypuściłam powietrze, częstując go narkotykiem. Gdy tylko poczułam, że wdycha substancję do płuc odsunęłam się od niego. W końcu jesteśmy sobie prawie obcy. Nigdy nie rozmawialiśmy dłużej niż kilka minut. To wszystko zrobiło się bardzo niezręczne.
-Dzięki - powiedział po dłuższej chwili.
-Nie ma za co - wysiliłam się na uśmiech.
Odwzajemnił go i usiadł na piasku. Poklepał dłonią miejsce obok siebie, zachęcając mnie do tego samego. Usiadłam obok niego. Czułam, że moje serce nieznacznie przyspieszyło. To pewnie wina narkotyku. Zawsze mam potem jakieś dziwne objawy.
-Dlaczego to robisz? - spytał.
-Ale co?
-Palisz.
Wzruszyłam ramionami.
-Sama nie wiem. Ziemia wydaje się wtedy odrobinę bardziej szczęśliwym miejscem.
-I bez tego ziemia jest szczęśliwym miejscem.
-Nie zawsze.
-A teraz? Teraz jest szczęśliwa?
-Teraz tak - zarumieniłam się.
-To teraz znajdź źródło tego szczęścia i postaraj się by mieć je zawsze.
-Nie mogę mieć na własność ludzi - wypaliłam.
-Och - rzucił tylko - Czyli, że...?
-Tak - powiedziałam szybko.
-W takim razie pozwól mi uczynić cię szczęśliwą - szepnął.
Moje serce przyspieszyło jeszcze bardziej. Czy ja śnię? Osoba, do której mam słabość mówi mi takie rzeczy. Chyba trafiłam do nieba, albo jeszcze dalej.
-Czyli ty...?
-Tak - zaśmiał się.
Po chwili poczułam jego usta na moich. Pocałował mnie delikatnie czekając, na to co zrobię. Odwzajemniłam jego gest zatracając się w nim całkowicie. Teraz nic się nie liczyło prócz jego i mnie. Te wakacje z pewnością będą niezłą historią.
_________________________________________________________________________________
Komentarze rzecz ważna :p tak więc mam nadzieję, że dacie znać czy wam się podoba imagin :)
Dla @lirectioner   :)